Jak leczyć depresję?

Depresja jest chorobą, która dla cierpiącego na nią wydaje się barierą nie do przełamania. Często też jest czymś istniejącym poza świadomością chorego – osoba w depresji nie czuje, że choruje. Bardzo często zrzuca na siebie całe poczucie winy, obarcza siebie odpowiedzialnością za brak energii, apatię, lenistwo, izolację. Poczucie winy nasila objawy tej zdradliwej choroby. Dlatego tak ważna jest reakcja otoczenia, osób bliskich. Osoba cierpiąca na depresję może nie zdawać sobie sprawy, że potrzebuje pomocy. Będzie cały czas starała „wziąć się w garść”. O ile na początku może jej się to udawać, o tyle z czasem będzie coraz gorzej.

Co robić?

Jeżeli widzimy wyraźnie, że mamy już do czynienia z osobą chorą, bardzo ważne jest, aby skonsultować ją z lekarzem psychiatrą oraz psychologiem. Kluczem w skutecznym leczeniu depresji jest odpowiednia kombinacja farmakoterapii z psychoterapią. Przy głębszych stadiach depresji na początku najważniejsze jest odpowiednie dobranie leków. Leki spowodują, że osoba chora zacznie odczuwać przypływ sił życiowych oraz motywację, by zacząć działać. To pomoże jej przepracować swoje problemy z doświadczonym psychologiem.

Szukając odpowiednich specjalistów, należy wczytywać się w dziedziny, jakimi dany lekarz się zajmuje. Pomogą nam w tym liczne strony przedstawiające profile lekarzy oraz opinie ich pacjentów. Wybierając psychologa, także należy kierować się opisem dziedzin, w których się specjalizuje.

„Prawie pół roku męczyłem się z objawami depresji. Było coraz gorzej. Nie miałem ochoty na kontakt z ludźmi, izolowałem się. Nawet kontakt z bliskimi sprawiał mi jakiś wewnętrzny ból. W jakiś sposób czułem, że ich zawodzę. 

Po upływie pięciu miesięcy zaniemogłem. Nie potrafiłem już nawet wstać do pracy. To był jakiś koszmar! Nie miałem się do kogo zwrócić. Kiedy po kolejnym załamaniu moja partnerka powiedziała, że niszczę jej życie, pojechałem do rodziców. Nie miałem lepszego pomysłu, gdzie się podziać. Od przyjaciół już dawno się odsunąłem. 

Tak więc stanąłem przed rodzicami, blady, chudy, załamany. Byłem jednym wielkim wstydem i porażką. Mój ojciec nigdy nie widział mnie w takim stanie. Natychmiast zapisał mnie do polecanego psychiatry niedaleko naszej miejscowości. Nie byłem w stanie zrobić tego sam. 

Wizyta u lekarza napełniła mnie nadzieją. Pan doktor wydawał się pełen zrozumienia i jego optymizm bardzo mi się udzielił. Nie potrafię jeszcze zrozumieć jak, ale jego słowa podniosły mnie na duchu. Przepisał mi fluoksytocynę oraz trittico na noc. 

Po podjęciu leczenia farmakologicznego poczułem szybką poprawę samopoczucia. Po pierwszych kilku dniach czułem się nawet zbyt pobudzony, czułem potrzebę ustannego mówienia, byłem jakiś taki nadreaktywny. To leki. Po upływie dwóch tygodni ten stan przeszedł. Poczułem wtedy błogi spokój i stabilność w moim umyśle. Wtedy zacząłem szukać odpowiedniego psychologa, musiałem porozmawiać o tym, co wywołało mój stan…”

Reklamy

Jak zaczyna się depresja?

Depresja to wyjątkowo podstępna i przykra choroba, która dosięga coraz więcej osób na świecie. Co więcej, dotyka także wielu ludzi młodych. Z perspektywy osoby postronnej wydawać by się mogło, że osoba chora jest: ciągle smutna, strasznie leniwa, pesymistycznie nastawiona do wszystkiego, mrukliwa, skrajnie introwertyczna i aspołeczna.

Sama depresja początkowo daje objawy wyjątkowo subtelne, ciężko skojarzyć je z ciężkim schorzeniem jakim faktycznie jest. Może nam się z początku wydawać, że dopada nas swego rodzaju dołek psychiczny. Owszem, każdemu z nas przytrafiają się lepsze lub gorsze dni. Jednak jeżeli bardzo obniżony nastrój utrzymuje się dłużej, niż ok. 2 tygodnie, może to oznaczać, że nie jest już zwykłą chandrą.

„Dokładnie dwa lata temu zaczęłam spełniać jedno z moich kolejnych marzeń. Rozpoczęłam studia magisterskie w Warszawie. Byłam z siebie dumna. Wydawało mi się, że prę naprzód. Szybko jednak okazało się, że zaczynam napotykać trudności. Zawsze przyzwyczajona byłam, że muszę być we wszystkim jedną z najlepszych. Do tej pory to się udawało, jednak na studiach magisterskich na jednej z najlepszych uczelni w Polsce, zaczęłam przekonywać się, że zawsze będzie ktoś ode mnie lepszy. Starałam się, dużo uczyłam, karciłam siebie w myślach za każde niedociągnięcie…

Szybko zaczęłam zamykać się w sobie, coraz bardziej traciłam pasję tego, co studiowałam. Zaczęłam skupiać się na wynikach. Przestałam kontaktować się z ludźmi. Po zajęciach przychodziłam do pokoju tak wykończona (przede wszystkim psychicznie), że nie byłam w stanie zrobić absolutnie nic. Rano coraz ciężej było wstać z łóżka. Póki musiałam iść na zajęcia, jakoś się udawało. Kiedy przychodził dzień wolny czułam się całkowicie rozstrojona. Nigdzie nie wychodziłam. Nie miałam znajomych, przyjaciół, izolowałam się. Wśród ludzi coraz bardziej czułam się niezrozumiana.

Słońce świeciło blado, jedzenie straciło smak, filmy przestały być interesujące. Wkrótce także sam przedmiot studiów budził coraz silniejszą niechęć. Wtedy także po raz pierwszy zaczęłam opuszczać zajęcia. Nie chciałam się uczyć. Kiedy w końcu udało mi się zebrać i pojechać do domu rodzinnego, nie potrafiłam wrócić. Płakałam, czułam rozrywający ból w klatce piersiowej. Rano, gdy wracałam pociągiem o godzinie 6.00, czułam zupełną pustkę. Ludzie mnie drażnili, wydawali się tak daleko, jakby byli w innym świecie.

Ja miałam swój świat. Zamykał się w czterech ścianach malutkiego, wynajmowanego, dusznego pokoju, który starałam się nie opuszczać. Czułam się taka samotna, niezrozumiana, porzucona. Jakby nikogo nie obchodziło, czy w ogóle żyję.

W końcu codzienne życie zaczęło robić się nieznośne. Rano nie mogłam się dobudzić, wieczorem nie potrafiłam zasnąć. W dzień za to mogłam przespać wiele godzin bez większego problemu – sen dawał ulgę. Nie musiałam istnieć tu i teraz. Stawałam się kłębkiem stresu, pustki, wyrzutów sumienia, nerwowości i smutku. Coraz ciaśniej zaciskała się pętla na moich gardle… Czułam, że umiera moja dusza…”

Witam na blogu dotyczącym depresji i anoreksji

Pierwszy wpis to zazwyczaj próba zaprezentowania kim jest autor i jaka będzie tematyka nowego bloga. W tym przypadku nie będzie inaczej.

Nie chcę wdawać się w szczegóły dotyczące mojej osoby, decydujące są tutaj moje przeżycia i doświadczenia z chorobami psychicznymi. Będę opisywać m.in. jak przetrwałam ostatnie kilka lat, jak przez ten czas radziłam sobie z uciążliwościami związanymi z moją przypadłością, w końcu, jak udało mi się wyjść na prostą, bo, owszem, finalnie się udało.

Chciałabym stanowić dla Was wsparcie, przestrogę, poradę. Przestrzec chcę każdego człowieka przed tym, że pewne nawyki mogą doprowadzić do ciężkiej choroby. Wesprzeć pragnę tych, którym nie udało się przed nią uchronić. Poradzić chcę bliskim osoby chorej, jak mogą jej pomóc, co mogą dla niej zrobić.

Zarówno anoreksja jak i depresja mogą stanowić dla siebie kuzynostwo, jedna może wynikać z drugiej, depresja to często następstwo anoreksji. Chciałabym jednak zatrzymać tych, którzy uważają, że przyczyną całego zła jest jadłowstręt. Na mojej drodze do pełnego zdrowia przeżyłam całe mnóstwo zaskoczeń, rozczarowań i komplikacji. Obydwie moje niedawne towarzyszki życia pokazały mi, jak odebrać życie życiu. Jak oderwać się od rzeczywistości i wylądować w swoim własnym, szczelnie zamkniętym świecie. Jak przykra jest samotność wewnętrzna. Jak wygląda życie na krawędzi. Puste, coraz bardziej pozbawione sensu życie…

Chcę Wam pomóc. Naprawdę. Pragnę tego z całej siły. Wiem, jak to jest. Rozumiem, jak się czujecie. Zauważcie, że zwracam się do „Was”, nie do „Ciebie”. Bo nie jesteś sam, jest nas całe mnóstwo. Jednak cierpimy w samotności. Pozwól mi wejść do Twojego pokoju bez drzwi i bez okien. Zburzę ścianę. Zachwieje to Twoim małym światem, ale pozwoli Ci zacząć oddychać świeżym powietrzem. Mam do Ciebie głęboki szacunek, wiem, że czujesz się zerem, ale ja dobrze wiem, ile jesteś wart. Choćby dlatego, że walczysz tak dzielnie z każdym następnym dniem. Jeszcze się nie poddałeś.

Wiem, życie jest przykre, boli każdy promień słońca, każde słowo, które musisz powiedzieć do innych z uśmiechem na ustach. Tu i teraz boli nieznośnie. Wydaje się, że już nic dobrego się nie zdarzy, już nigdy nie poczujesz drżenia serca z podniecenia, nigdy już nie będzie głośno i szczerze się śmiał. Możesz. Naprawdę.

Dołączysz do nas? Będziesz ze mną? Nie musisz robić nic ciężkiego, po prostu pokaż mi się. Daj znać, że żyjesz. Ja wpuszczę Ciebie do swojego świata i pokażę Ci moje wspomnienia, uczucia i przeżycia. Wszystko opowiem ze szczegółami… Może dzięki temu znajdziesz jakiś promyk?

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Create your website at WordPress.com
Rozpocznij